Home

Markus Bock jest nie tylko jednym z najlepszych niemieckich wspinaczy zarówno skalnych jak i bulderowych – jest także, a może przede wszystkim żywą legendą i kustoszem Frankenjury. Urodzony w  1979 roku Niemiec pierwsze kroki we wspinaniu postawił w 6 roku życia. Od tego czasu na liście jego topowych dokonań znalazły się takie ekstremalne perły jak drogi: Corona, The Man That Follows Hell – obie za 9a+ (8 innych 9a, w tym powtórzenie Action Directe) oraz buldery: Gossip i Montecore (oba za 8C).


Cały wywiad znaleźć można w Magazynie GÓRY #196 (wrzesień, 2010)


Frankenjura kojarzy mi się nie tylko z monostrzałami i dziurkami na dwa palce, ale przede wszystkim ze wspaniałym kawałkiem historii i niezwykłymi wspinaczami jak Güllich, Albert, Moffatt… Teraz wypada dodać do nich twoje nazwisko. Jak czujesz się pomiędzy takimi sławami?
Szczerze mówiąc naprawdę nie myślę o tym aż tak bardzo. Dla mnie tylko jedna rzecz jest istotna: wspinać się dla siebie samego, dając z siebie wszystko, co mogę. Moja obecność pomiędzy tymi nazwiskami jest jedynie tego rezultatem.

Demonized 8c+. W akcji Markus. Fot. arch. Markus Bock

Demonized 8c+. W akcji Markus. Fot. arch. Markus Bock

Czym dla ciebie jest Frankenjura?
Jest to miejsce, w  którym zacząłem się wspinać, uczyłem się wspinaczki. Moi rodzice również parają się wspinaniem i  wciągnęli mnie w  ten sport. Od pierwszego roku życia w  każdy weekend jeździłem z  nimi w  skały. Na początku jako dziecko byłem sadzany na glebie pod skałami i  tylko się bawiłem, potem próbowałem od czasu do czasu troszeczkę się wspinać, coraz więcej i  więcej. Od 10 roku życia wspinam się 3-4 razy w  tygodniu. Frankenjura jest nie tylko moim przydomowym ogródkiem skalnym, jest też miejscem, w  którym żyję już przeszło 31 lat i  nie sądzę, żeby było możliwe, abym zamieszkał gdziekolwiek indziej. To jest mój heimat.

Środek ciężkości wspinania sportowego wraz z czasem zmieniał się – z Francji przez Frankenjurę, osiągając obecnie Hiszpanię. Od czasu do czasu jedynie słyszymy o ekstremalnych nowościach – czy wyczerpał się potencjał teutońskich lasów?
Frankenjura z  pewnością nie powiedziała ostatniego słowa, ale szczerze mówiąc: nie jest tak, że przejdziesz się przez las i  znajdziesz nieobite drogi pokroju Action Directe i Corona. Wokół jest wciąż kilka naprawdę dobrych, obitych, projektów, ale kompletnie nowa skała jest czymś więcej niż rzadkością.

Nad czym więc teraz pracujesz?
Jak powiedziałem, jest jeszcze trochę rzeczywiście solidnych, obitych pasaży – większość jest moim dziełem. Przystawiam się do nich. Niektóre bardzo mnie motywują, niemniej szczegóły zostawię dla siebie.

Dla większości wspinaczy Action Directe jest marzeniem. Twoje powtórzenie było siódmym – jak patrzysz na to teraz, z perspektywy czasu?
Właśnie minęło 5 lat od mojego przejścia :). Jak ten czas leci. Na pewno było to dla mnie coś szczególnego. Z jednej strony, niewątpliwie wiązało się z olbrzymią presją, jaką wywierano na mnie, oczekując pierwszego powtórzenie drogi przez frankenkońskiego wspinacza. Z drugiej zaś to jest pierwsza 9a na świecie, klasyk i kamień milowy. No i to zrobiłem!

Skoro jesteśmy przy kamieniach milowych… Jakie inne przejścia były takimi dla Markusa Bocka? 
Z  pewnością jednym z  takich przełomów była moja pierwsza 8c – Burn 4 U, którą zrobiłem w wieku 17 lat. W 1996 roku niewielu moich rówieśników osiągnęło poziom 8c. Potem niewątpliwie Action Directe – powody wymieniłem już wcześniej… Ale największym osiągnięciem w  mojej karierze jest bez wątpienia pasaż Corona 9a+. W  2006 roku było tylko kilka 9a+ na świecie. Jest to moja duma i jedna z najlepszych ekstremalnych linii, którą mamy tutaj we Frankenjurze – moje dziecko!

Mniej więcej w tym samym okresie pokonałeś Action Directe i Coronę – zamykając w ten sposób pewien rozdział w dziejach Frankenjury i rozpoczynając nowy. Jakie były różnice w twoim nastawieniu, motywacji i pracy na tych dwóch liniach?
Action Directe było dla mnie czymś pokroju „musi-być-zrobione”, bo było pierwszym 9a na świecie, a oprócz tego najtrudniejszą ówczesną (2005) drogą Frankenjury. Ponadto byłem pierwszym lokalnym wspinaczem, który dokonał powtórzenia. Natomiast Corona od samego początku znaczyła dla mnie dużo więcej – był to nowy poziom trudności zarówno dla mnie, jaki i dla wspinania we Frankenjurze. Do tego dochodzi pierwsze przejście, piękno linii, bezkompromisowy styl wspinaczki.

edna z dróg frankońskich 9a+ Markusa: The Man That Follows Hell, 2009. Fot. arch. Markus Bock

edna z dróg frankońskich 9a+ Markusa: The Man That Follows Hell, 2009. Fot. arch. Markus Bock

 

Kiedy pracowałeś nad Coroną, czy miałeś w  świadomości, że tworzysz historię?
Wiedziałem, że będzie ona trudniejsza niż Action Directe i tym samym następnym stopniem trudności we Frankenjurze, oraz że będzie to pasaż, dzięki któremu pozostawię swój ślad. Tak jak zrobił Wolfgang Güllich, przechodząc Action Directe. Wolfgang Güllich to Action Directe – Markus Bock to Corona.

Adam Ondra był zachwycony Coroną… Co stanowi o unikalności tej linii? 
Przede wszystkim bardzo dobrze wyglądająca ściana i sama linia – jedna z najlepszych tutejszych dróg z topu trudności. Ponadto jest to droga w typowym frankońskim stylu: zaczyna się ruchami za 7a+, potem bulderowa sekwencja – trudne palczaste sześć przechwytów po małych klameczkach na dwa paluchy (na pewno bulderowe 8B), zakończone około 15 technicznymi ruchami na krawądkach i mikrostopniach (francuskie 8b), które doprowadzają nas do łańcucha.

Skąd taka nazwa dla Corony?
Brzmiała ona bardzo dobrze. Droga ta znaczy wiele zarówno dla mnie jak i mojego życia. I oczywiście oznacza ona koronę – dobra nazwa dla najtrudniejszej drogi na Frankenjurze, co nie?

Reklamy