Home

Przetaczająca się nad Tarnowem burza zmusiła organizatorów to przeniesienia Mistrzostw Polski na czas z soboty wieczór na niedzielne popołudnie. Choć oprawa zawodów trochę przez to ucierpiała – za to kibice nie mieli dylematu co wybrać. Wspinaczkę czy finały piłkarskiej Ligi Mistrzów ;)

Na początek cofnijmy się w przeszłość: do początków XXI wieku, a dokładniej do listopada 2001 roku.„Trzeba powiedzieć, że rozstrzygnięcia, jakie zapadły w Tarnowie, szczególnie w konkurencji na czas, są dość sensacyjne” – pisał w owym czasie Rafał Nowak dla serwisu wspinanie.pl, kontynuując – „Murowani dotąd faworyci Tomek Oleksy i Renata Piszczek nie obronili tytułów… (…) Renata już po eliminacjach miała czas gorszy od Edyty Ropek, a ich pojedynek w półfinale także zakończył się zwycięstwem tarnowianki.” Zatem to, co stanowiło wówczas sensację – stało się regułą przez kolejne, długie lata! W tym roku (choć pretendentek nie dość, że nie brakuje, to jeszcze mocno cisną), to jednak Edyta Ropek po raz 11-ty z rzędu udowodniła swój prymat w krajowym czempionacie. Zawodniczka MKS Tarnovia nie dała szans w finałowych biegach Małgorzacie Rudzińskiej ze Skarpy Lublin, która jednak pokazała się w trakcie zawodów z jak najlepszej strony: wygrywając eliminacje oraz wykrecając najlepsze czasy na przygotowanych przez Marcina Bibro drogach.

Swoją drogą tarnowianki nie okazały się zbyt gościnne. W małym finale (o brązowy medal) Klaudia Buczek stoczyła zwycięski pojedynek z Moniką Prokopiuk (Skarpa Lublin).

"Pudło" pań: Gosia Rudzińska, Edyta Ropek, Klaudia Buczek (fot. Tomasz Mazur)

„Pudło” pań: Gosia Rudzińska, Edyta Ropek, Klaudia Buczek (fot. Tomasz Mazur)

 

W rywalizacji panów oczy wszystkich były skierowane na duet Świrk-Komosiński. Niemniej szalę eliminacji przechylił na swoją stronę nieobliczalny młodzieżowiec Marcin „Rambo” Dzieński (PM Tarnów). W toku kolejnych rund nie pozostawała jednak wątpliwość pomiędzy kim rozegra się finałowa batalia. Ostatecznie wygrał Jędrzej Komosiński (KU AZS PWSZ Tarnów), który w pasjonującym biegu pokonał Łukasza Świrka (SMG Lubin). Brązowy medal przypadł Jakubowi Ginsztowi (AKW Kotłownia), który minimalnie (o setne sekundy) wygrał dwubieg ze wspomnianym Marcinem Dzieńskim.

Okrojone o Jakuba Ginszta podium panów: Jędrzej Komosiński oraz Łukasz Świrk (fot. Tomasz Mazur)

Okrojone o Jakuba Ginszta podium panów: Jędrzej Komosiński oraz Łukasz Świrk (fot. Tomasz Mazur)

 

Na koniec jeszcze warto pochylić się nad poziomem zawodów na czas w Polsce. Trudno nie zauważyć, że światowy poziom w ostatnim czasie bardzo się podniósł. Trzeba naprawdę szybko i równo biegać, aby odnieść choć skromny sukces, który w poprzednich latach – patrząc statystycznie na osiągane czasy – przyszedłby o wiele łatwiej. Niemniej w tej rywalizacji Polacy wychodzą obronną ręką! W Mistrzostwach Polski wzięli udział: aktualna Mistrzyni Europy – Edyta Ropek, Mistrzyni Świata Juniorów – Klaudia Buczek, Vicemistrz Świata Juniorów Marcin Dzieński. Mało? Bez wielkiego ryzyka można powiedzieć, że nasi medaliści są skrojeni na miarę czołowej „dziesiątki” (a może i wyżej) zawodów międzynarodowych.

Oczywiście malkontenci mogą powiedzieć, że cóż „czasówki” mają wspólnego ze wspinaniem? Kto to jeszcze poza Polakami i ludami Wschodu uprawia? Odpowiedź na drugie pytanie jest prosta – wystarczy zobaczyć wyniki zawodów PŚ, gdzie zaczynają się gromadnie pojawiać nazwiska z Włoch, Niemiec, Francji, Szwajcarii i to nie bynajmniej na zamykających stawkę miejscach.

Co do drugiego pytania… Jak Ueli Steck pobija rekordy wejść, to krzyczy się, że to niesamowity kosmita! A jak nasi zdobywają medale to, że nie jest to prawdziwe wspinanie… Różnica jest taka sama, jak pomiędzy każdą konkurencją panelową a wspinaniem w naturalnej skale. I tyle – przynajmniej moim skromnym zdaniem, którego oczywiście nikomu nie narzucam. Dużo ważniejszym jest, jaki efekt mogą mieć „czasówki” na promocję oraz na wsparcie urzedów państwowych łasych medali międzynarodowych. Może zatem warto postawić na „czasówki” jako motor napędowy wspinania, za którym podążą inne subdyscypliny?

Reklamy