Home
No i stało się. Wystartowałem w zawodach. Niby nic wielkiego, bo zapewne większość z nas otarła się o jakieś towarzysko-bulderowe imprezy. No, ale mnie się zachciało wystartować w konkurencji nie dość że będącej perłą w koronie sukcesów wspinaczy sportowych w Polsce – to jeszcze w mateczniku najznamienitszych naszych czasówkowiczów…

Startujesz z nogi na pomarańczowym, potem drabina, nogi wysoko pod siebie, omijasz biało-czarny, bo chyba jest słaby, wyżej już wszystko powinno ci siąść, skaczesz do wyłącznika z zielonych… – pośpieszne rady Klaudii Buczek, aktualnej Mistrzyni Świata Juniorów miały pomóc mi w zmierzeniu się z czasem na łatwej drodze wytyczonej pomiędzy pomarańczowo-czerwonymi liniami chwytów na słynnej ścianie do bicia rekordów. Niby zabawa, niby najważniejszy był udział – ale możliwość zmierzenia się z kilkoma rywalami odrobinę podnosiła ciśnienie… Choć po prawdzie to moje osobiste aspiracje nie były zbyt wysoko postawione. „Kto ostatni ten parówa“ – motto Rafała Hałasy przytoczone w grudniowych Górach dzwięczało mi w uszach. Zatem z głębokim pragnieniem „nie-zostania-parówą“ ruszyłem w górę przebierając nogami i rękami jak tylko było możliwie dla mnie najszybiej…

Tegoroczne zmagania wspinaczy sportowych w oficjalnych pucharowo-mistrzowskich zawodach pod egidą Polskiego Związku Alpinizmu zostają okraszone bądź to otwartą imprezą towarzyszą (Memoriał Tomasika), bądź luźniejszą formułą (flash w czasówkach w Lublinie, kilkanaście bulderów w eliminacjach w bulderingu). Wpisując się w ten zwyczaj, Puchar Polski Juniorów na czas wzbogacony został przez otwarty dla wszystkich chętnych Puchar Tarnowa Amatorów – również w konkurencji na czas… Tak, tak – to nie literówka. Edyta Ropek i Arek Kamiński, stanowiący główny motor napędowy organizacji tarnowskich zawodów porwali się na rzecz zdałoby się karkołomną, jaką jest organizowanie towarzyskich zawodów na czas i do tego w jak najbardziej otwartej formule. Wszystko zdawało się być przeciwko. Zaczynając od miejsca. Ponurych gmachów Zakładów Mechanicznych, gdzie znajduje się hala z homologowaną ścianą PZA. Poprzez czas – wszak to długi weekend majowy, zachęcający do jakiś dalszych wypadów. Aż po rodzaj dyscypliny, wszak niestety część wspinaczy wzdryguje się na samą myśl o czasówkach…
A jednak wbrew wszystkiemu: udało się! W odmienionej nie do poznania hali La Roca przy Kochanowskiego zmierzyło się z czasem i wysokością 51 zawodniczek i zawodników w 9 kategoriach wiekowych. Droga, taka sama dla wszystkich, została ułożona gęsto po wielkich klamach do 2/3 wysokości ściany. Najszybciej została pokonana w 8.71 sekundy przez Jakuba Barnasia. Czas jednak był tylko funkcją pochodną przedniej zabawy oraz ambitnej rywalizacji. Wśród startujących oprócz osób, które pierwszy raz miały do czynienia ze wspinaniem, znaleźli się również wspinacze omijający dotychczas szerokim łukiem starty w zawodach, a także najmłodszy narybek tarnowskich klubów – na tyle młody, że nawet niekwalifikujący się wiekowo do zawodów juniorskich. Na szczególną uwagę zasłużyły siostry-bliźniaczki Ola i Natalia Kałuckie, które stoczyły bardzo wyrównany pojedynek wspierane dopingiem rodziny oraz kolegów z Tarnovii, gdzie na co dzień trenują. W kategorii panów do lat 14 wygrał kolega klubowy wspomnianych bliźniaczek – Kuba Susłowski, dla którego nie dość że były to pierwsze zawody, to jeszcze poprzedzone dosłownie kilkoma treningami. Miejmy nadzieję, że sukces ten przyczyni się do porzucenia przez Kubę piłki nożnej na rzecz jedynego właściwego sportu :) Spore emocje towarzyszyły również rywalizacji kilkulatków, którą wygrał Iwo Świderski przed Michałem Piętowskim dochodząc pół panela wyżej. Sukces syna zachęcił do nagłego startu ojca Iwo – Grzegorza, który swoją drogą zajął 3 miejsce w kategorii 30+. Przekonać się o tym, na czym polegają czasówki, mogli między innymi Daniel Dzieński – brat Vicemistrza Świata Juniorów Marcina, Janusz Skowron – judoka Błękitych Tarnów i opiekun siłownii, na której wykuwają moc miejscowi wspinacze oraz Wojtek Nowak – kierownik KU AZS PWSZ, z której wywodzi się aktualny rekordzista polski na czas Jędrzej Komosiński. Wymienienie tych kilku nazwisk ma na celu pokazanie, że zawody były naprawdę dla każdego i każdy się na nich solidnie bawił.
Podsumowując wypada powiedzieć, że była to bardzo sprawnie i dość dynamicznie przeprowadzona impreza, w czym oczywiście największa zasługa Edyty Ropek i Arkadiusza Kamińskiego (brawa za prowadzenie konferansjerki) wraz z ekipą teamu La Roca oraz przy wsparciu licznych sponsorów i partnerów. Była to dobra promocja zarówno wspinaczki dla wszystkich, jak i czasówek dla wspinaczy – choć nie mogę powiedzieć, że zostałem wkręcony w bieganie na czas, to jednak z pewnością nabrałem chęci do startów w towarzysko-amatorskich zawodach na czas… Dziwicie się? Sami spróbujcie!

Reklamy