Home
Do tradów potrzeba olbrzymiej motywacji, tak jak i do wspinania w górach. Wiadomo, że nie zawsze jest różowo, czasem są brudne chwyty, wieje, można zrobić sobie kuku, nie ma toalety i nie można wziąć prysznica po wspinaniu. W dodatku zimą w Gricie panienek podziwiających twoje wyczyny jak na lekarstwo :). Tak więc – nie jest to trendy!
Rozmawiał: Tomasz Mazur

Zawalczyłeś na Crack and Slab E7 7a. Sięgając do przewodnika – jest to 12 metrów zaczynające się ryską E5 6b, a następnie mantla wyprowadzająca na połogą płytkę. Z zamieszczonych ikonek odczytuję: po oblakach, pompująca, przerażająca…

Asekuracja jak na Grity jest całkiem dobra. Mniej więcej w połowie, gdzie teren zaczyna się lekko kłaść, jest świetny break, i możesz założyć mocny przelot. Crux znajduje się zaraz na początku slaba, więc ewentualny lot nie byłby długi. Końcówka – jak to w Gricie znajduje się w terenie, w którym odlot może skutkować poważnymi konsekwencjami. Oryginalnie slab został pokonany na wprost. Ja użyłem dużo łatwiejszy patent z oblakiem na prawo. Nie schodzi się z drogi. Przed powtórzeniem Jordana Buysa nie wyczajono łatwiejszych ruchów.


Fot. arch. Piotr Wyciślik

Możesz przeliczyć trudności na coś bardziej ludzkiego?

To coś w okolicach polskiego 6.4+. Rysa na dojściu do trudności to około 6.3+ i jest to crux z Moon Crack, którą zrobiłem w zeszłym roku ground-up w drugiej próbie, pechowo spadając z OS-a. Celowo podaję trudności w skali Kurtyki, gdyż przeliczanie gritowych dróg na skalę francuską to dla mnie nieporozumienie. Jest to zupełnie inna bajka. Każdy ruch jest bardzo czujny. Używając patentu z oblakiem fizyczna trudność drogi maleje drastycznie z brytyjskiego 7a (około 6.3) do 6b. Tym samym przeceniłbym linię na E6. W różnych topo ma jednak ciągle E7. Inna sprawa, że droga była jeszcze lekko mokra, kiedy ją prowadziłem, ale byłem tak wyposzczony, że po prostu musiałem na nią iść.

Mimo tego nie obyło się bez przygód…

Pomyliłem sekwencje :). Po cruxie trzeba wstawić się w tarciowy stopień i delikatnie wyprostować do słabego oblaka, który mimo iż na zdjęciach wygląda na naprawdę dobry, służy tylko jako pomocniczy – do wyprostowania się i sięgnięcia dalej. Sięgnąłem z niższych stopni bezpośrednio do oblaka. Byłem maksymalnie rozciągnięty i nie mogłem wstawić się wyżej. Chwyt w tej pozycji nie pracował. Poczułem, że jadę w dół. Szybko dołożyłem kolano do skały. Tarcie na jeansie zatrzymało mnie na chwilę i pozwoliło na wykonanie dramatycznego ruchu. Jakimś cudem utrzymałem następnego oblaka po tym „dostrzale” i znalazłem się w bezpiecznej pozycji. Droga na wędkę wydała mi się naprawdę łatwa i trochę ją zlekceważyłem.

Czy podobnie jak na sąsiedniej End of the Affair – asekurant musi skakać z póły przy locie z końcówki?

Nie! W tym wypadku asekurant powinien wykazać się żwawym sprintem. Jest z górki, więc rozwinięcie prędkości nie powinno być problemem. Już niejeden raz z Jurkiem Stefańskim testowaliśmy taki system. Ale tym razem mogło być inaczej, bo miałem nogę za liną. Nie muszę tłumaczyć, czym mógłby się skończyć taki lot. Dodam, że nie miałem kasku, bo zapomniałem go zabrać z auta. Amatorka, normalnie…

He, he… A jaką markę jeansów przywdziewasz?

Lee i Zara, ale preferuję raczej Zara – lekkie, mocne i niedrogie :). Myślisz, że powinienem
napisać do nich z prośbą o sponsoring? :)

Ciekawe, jakie hasło by wymyślili dla wspinaczkowego targetu… Sporo wspinających się Polaków pomieszkuje na Wyspach, jednak niewielu z nich udziela się w tradach. Cz y nie jest to po prostu trendy?

W Londynie…

Nie ma takiego miasta Londyn, jest Lądek, Lądek Zdrój… Przepraszam, proszę kontynuuj.

…znalezienie kogoś, kto chciałby jechać w skały graniczy z cudem. Ludzie mają je pod nosem, a w czasie swojego wieloletniego pobytu w Anglii nie byli tam ani razu. Ładują na panelu tylko po to, żeby pojechać raz do roku do Hiszpanii, czy na baldy do Blo. Do tradów potrzeba olbrzymiej motywacji, tak jak i do wspinania w górach. Wiadomo, że nie zawsze jest różowo, czasem są brudne chwyty, wieje, można zrobić sobie kuku, nie ma toalety i nie można wziąć prysznica po wspinaniu. W dodatku zimą w Gricie panienek podziwiających twoje wyczyny jak na lekarstwo :). Tak więc – nie jest to trendy! Wyrosła panelowa generacja. Coraz więcej ludzi traktuje wspinanie jako czysty sport. Oczywiście każdy robi to, co lubi i nie mnie dyktować tutaj jak, gdzie i kto ma się wspinać. Dla mnie panel jest tylko „siłownią” i nigdy nie stanowił celu samego w sobie. Gdybym nie mógł jeździć w skały, to przestałbym się wspinać.

Wkrótce zmieniasz swój stan cywilny to zobaczymy, czy będziesz mógł jeszcze jeździć… Co stanowi klucz w Gricie: specyficzna technika, czy przestawienie psychy na słabą asekurację?

Grity to taki alpinizm w pigułce: poboisz się, wymarzniesz, poobdzierasz… Z tym, że pod koniec dnia zabierasz zabawki i kończysz na pincie piwa w pobliskim pubie. Ze względu na moją kulejącą technikę (jestem zdecydowanie zwolennikiem rozwiązań siłowych :)), niemal każda wspinaczka w Gricie jest dla mnie wyzwaniem. Na większości linii praca nóg to podstawa. Na szczęście, zazwyczaj jest to okraszone jakimś siłowym baldem, który czasami stanowi crux. Wspinanie w Gricie nazwałbym też wspinaniem z ograniczoną asekuracją. Po prostu poruszasz się między nieasekurowalnymi strefami. Najlepiej być silnym bulderowcem z nienaganną techniką i dobrą psychą. Wytrzymałość zazwyczaj nie jest tutaj potrzebna.

A jak byś to porównał do wspinaczek w Polsce?

A jeśli idzie o wspinaczki w Polsce, hmmm… Myślę, że są dużo bardziej urodziwe od
swoich brytyjskich koleżanek :).

Dokończenie wywiadu w: GÓRACH, nr 6 (193) czerwiec 2010.

Reklamy
Posted in: WywiadyMożliwość komentowania Piotr Wyciślik została wyłączona