Home

Kolejny odcinek z serii „Poznaj Szkocję”, znany też w mediach jako „Pocztówka ze Szkocji” ;)

Zaczęło się od tego, że mięliśmy z Jackiem Pańczukiem jechać w góry. Niemniej padło stwierdzenie, że dobrze byłoby gdzieś się rozwspinać na krótkich tradach. Potem do ekipy dołączły Wojtek Leśniowolski, który jeszcze w całej koncepcji zamieszał. Potem dołączyła żona Wojtka z 2-letnią córką… Wojtek jest zapalonym bulderowcem, nieprzejawiającym żadnego zainteresowania tradem – dlatego też trzeba było obmyślić sensowny kompromis. Szczerze mówiąc – już wtedy moja motywacja zaczęła gwałtownie szybować w dół…

Pierwszą wybraną miejscówką było Clifton określane w przewodniku jako „one of Southern Scotland’s best kept secrets – sunny, quick drying, close the road, and in beautiful location”. Po krótce – niech tak zostanie. Po piewsze znalezienie wzgórza w nisko zawieszonej chmurze znad morza stanowiło nie lada wyzwanie. Jeździliśmy dookoła nie widzą nic. Po drugie podejście, czyli przedzieranie się przez krzaki i inne chwasty nie było zbyt inspirujące. Po trzecie – ilość kilkunastu kleszczy wedrójących po moich spodniach skutecznie zniechęciły do jakiejkolwiek myśli o wspinaniu tamże. Porażka…

Zanim Wojtek z rodzina dojechał – przenieśliśmy się do The Thirlstane. Miejscówka na plaży z wymytą przez wodę jaskinią z kilkoma problematami. Chłopaki ochoczo zaczęli przystawiać się do Jihad 7A. U mnie totalny brak motywacji. wstawiałem się, ale tylko dla formalności – bez żadnego zapału, bez koncentracji, bez sensu ;) Smieszne w tym wszystkim jest poniekąd to, że rozkminiłem wszelakie patenty, które następnie Jaca z Wojtkiem skutecznie wdrażali. Niemniej problemat padł pod ich szponami dopiero na drugi dzień – zaraz po śniadaniu.

Następnego dnia zmiana miejscówki na Meikle Ross. Pogoda przepiękna. Słoneczko. Widoczki. Zyć nie umierać… Po przedostaniu się przez pole z bykami. Podeszliśmy pod klify. Morze lazurowe. Trawka. Kwiatki wokło. Zyć nie umierać… Niemniej u mnie psycha już padła kompletnie. Jacek wymyślił wspin po dwuwyciągowym Side Track HVS 5a. Okazało się, że podstawa drogi jest zalewana przez przypływ – który właśnie nadchodził. Pierwszy wyciąg okazał się dość psychiczny – sporo luźnej skały i iluzorycznej asekuracji, a na koniec delikatny trawers… Szedłem na drugiego z plecakiem. To był masakra – po 1/3 drogi stwierdziłem, że nie dam rady ze zbyt dla mnie ciężkim plecakiem (kurwa, nawet miałem drugi kask w nim – po chuja to wszystko dzwigałem?). Mój wycof nie był zbyt przyjemny – zwłaszcza, że Jaca odradzał mi obciążanie stanowiska… Po krótkiej i rzeczowej rozmowie – postanowiłem kontynuować wspinaczkę na lekko, porzucając przy tym plecak. Kolejny wyciąg też prowadził Jaca, którego nerwy, przez moją postawę też trochę nadwyrężone były ;)

Na koniec jeszcze czekał mnie trawers do półki, gdzie pozostawiłem plecak – taki sympatyczny DWS nad zakolem morza, które niesamowicie przybrało…

Ech – i jest wogóle sens o tym pisać???

Mam kompletnie rozwalona psychikę, a najgorsze jest to, że im się więcej wspinam – tym gorzej ;(

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s