Home
Po pięknym rozpoczęciu sezonu (Big Daddy, Andromeda) duet Parnell-Winter przeniósł się do Torridon (Northen Highlands), gdzie po czteroipółgodzinnym podejściu wbił się na Beinn Eighe w klasyczną West Buttress IV,4.
Jej 400-metrowa linia została wytyczona prawie 30 lat wcześniej za sprawą MacGregora oraz niezmordowanego do dzisiaj… Andyego Nisbeta!

Droga do szczytu zajęła im trzy i pół godziny, przy czym należy ją traktować raczej jako rekonesans West Central Wall przed czymś „większym”. Po powrocie ze szczytu, mając – jak im się zdawało – spory zapas czasu, postanowili przystawić się do nowej, wypatrzonej linii.

Po 7 godzinach przedzierania się przez ścianę dotarli zaledwie do 2/3 wysokości, gdy zapadła ciemność. Niestety, na tej wysokości wycof z West Central Wall jest dość skomplikowany, dlatego też postanowili wytrawersować w połowie buli do Fuselage Gully II (z ang. kadłubowy żleb – nazwany tak ze względu na szczątki bombowca Lancaster, który rozbił się w nim w 1952 roku).

Jakby tego było mało, nastąpiło załamanie pogody (śnieżyca z wiatrem o sile 90 km/godz). Beinn Eighe leży na zachodnim wybrzeżu Szkocji i jest w dużym stopniu narażony na zmiany atmosferyczne związane z rozbijającym się o wyspy Golfsztromem. Kiedy dotarli do żlebu, który wydawał się być ich jedynym ratunkiem, zastali w nim świeży śnieg sięgający do pasa. Rozpoczęli żmudne torowanie pomiędzy rozrzuconymi częściami wraku, a po przewinięciu się przez kokpit osiągnęli dolną część żlebu. Prowadzący Parnell zauważył, że śnieg, choć wciąż głęboki, jednak zmienił swą strukturę. Za późno jednak, aby przewidzieć konsekwencje… Wspinacze podcięli lawinę (20 m długości, 10 m szerokości i 1 m głębokości). „Moją jedyną nadzieją było zahaczenie o jakąś część samolotu” – wspomina Ian – „Uderzenie było brutalne, ale jeszcze nigdy ból nie był tak oczekiwany”.

Pomimo wykręcenia kilku młynków i przysypaniu śniegiem obyło się bez jakichkolwiek złamań. Skończyło się jedynie na solidnych stłuczeniach. Następnie wspinacze musieli sprostać trzygodzinnemu marszowi w dół w nieustającej zadymce, napotykając po drodze zespół ratowników, którzy wyszli zaniepokojeni ich przedłużającym się powrotem.

„Wszystko, co mogę powiedzieć teraz to to, że wraz z Jonem widzieliśmy każdy możliwy aspekt szkockiej zimy, włączając takie rzeczy, których mógłbym już nigdy więcej nie widzieć” – relacjonuje Ian Parnell. A jakby tego było mało, na dokładkę samochód Wintera w drodze powrotnej wpadł w poślizg… Chłopakom nic się nie stało, ale auto poszło do kasacji…

Zapraszamy do lektury tekstu Podsumowanie zimowego sezonu w Szkocji Tomasza Mazura w: GÓRY, nr 5 (180) maj 2009

Już wkrótce więcej zdjęć w fotogalerii…

Reklamy
Posted in: GóryMożliwość komentowania Niezwykłe przypadki Iana Parnella i Jona Wintera została wyłączona