Home
Zdecydowaliśmy się iść bez naszych Szerpów, bez tlenu, bez wsparcia dużej grupy, demonstrując w ten sposób, że również pierwsze zimowe wejście może być zrobione w „nowym” stylu – szybko, czysto i lekko…
Rozmawiał: Tomasz Mazur

Simone: Ciao, Tomasz! Jesteśmy aktualnie na lotnisku Doha w Katarze, gdzie czekamy na najbliższy lot do Mediolanu. Wracamy właśnie z Nepalu po zimowym wejściu na Makalu…

GÓRY: No właśnie, ja w tej sprawie. Nie tylko weszliście na szczyt Makalu jako pierwsi w zimie, ale również przełamaliście „monopol” Polaków…


Simone lustruje linię drogi. Fot. arch. Simone Moro


Simone:
Po pierwsze nie sądzę, żebym złamał polski monopol na pierwsze wejścia w zimie. Ja właśnie scalam ten monopol :) Mam tak duże poważanie dla polskiej zimowej tradycji, dla Kukuczki, Wielickiego, Zawady, Berbeki i wielu innych, że zawsze mówię o twoim kraju na każdej mojej prezentacji. Czasami jestem bardziej ambasadorem Polski niż Włoch… Zainspirowałem się wyczynami waszych najlepszych alpinistów, dużo się od nich nauczyłem i idę za ich przykładem…

Denis:
Gdy czyta się o polskich wejściach w Himalajach, widać, że ta działalność nie ograniczała się tylko do zimy – oni byli w stanie zrobić także wiele nowych dróg. Było to sportowe podejście do gór. Ale Zawada, Kukuczka, Piotrowski nie żyją, Wielicki i Kurtyka nie wspinają się już na najwyższe szczyty… Przepraszam, ale jak to wygląda obecnie? Czasami zdarza się złota era dla sportu w danym kraju… To nie zależy od konkretnych osób – wspinacze są tylko przykładem jakiegoś ogólnego procesu… Nie czuję, żebym dokonał jakiegokolwiek przełomu. Po prostu byliśmy gotowi na ten jeden odpowiedni moment. Oczywiście to wynikało z naszego treningu, siły i motywacji.


Veni, vidi, vici. Denis po zejściu z Makalu. Fot. Simone Moro

Simone: W Polsce, która jest jak moja druga ojczyzna, mam wielu przyjaciół i widzę potencjał na „drugiego Kukuczkę”, ale chłopaki muszą zdecydować się potrząsnąć swoim losem i zacząć „życie nomada”, podjąć trudną decyzję i zacząć się wspinać daleko od normalnych dróg, daleko od „kolekcjonerów”… Oni muszą zainwestować w swoje marzenia i w wspinanie, skupiając całą energię na realizacji swoich życiowych projektów.

GÓRY: Czy macie świadomość historyczności waszego dokonania? Coś się kończy, coś się zaczyna…

Simone: Myślę, że uczyniliśmy bardziej przejrzystą zasadę respektowania dnia 21 grudnia jako minimalnej daty przybycia. Brazylijski dziennikarz Rodrigo Granzotto Peron rozważył dokładnie daty definiujące zimowy himalaizm i zauważył, że jedynie Kukuczka i Moro zrealizowali dwa kompletne zimowe wejścia… Wielicki i Kukuczka oraz ogólnie polska „szkoła” odkryła wspinanie zimą na ośmiotysięczniki i akceptuję, że na początku zaczynali oni przed kalendarzową zimą. Wobec współczesnych prób jestem bardziej surowy, mniej skłonny do przyjęcia innych dat, ponieważ pokazaliśmy, że jest możliwa taka formuła wspinania. Rywalizacja jest otwarta, ale zasady muszą być jasne. Środowisko było szczere z Jean Christophe Lafaille w 2005 na Shisha Pangmie – teraz każdy musi uważać, by kierować się tymi samymi zasadami.

GÓRY: W ostatnich latach himalaizm przeżywa regres z jednej strony, a z drugiej można zobaczyć tłumy „turystów” na Evereście. Gdzie jest miejsce dla profesjonalnych wspinaczy w Himalajach?

Simone:
Wyróżniam dwa rodzaje himalaizmu. 95% małpuje wzdłuż poręczówek w letnim sezonie wzdłuż dróg normalnych. Taki himalaizm jest „turystyką na dużych wysokościach”. Wiele zespołów na tych samych drogach i wszystkie z tym samym zamiarem: kolekcjonowanie szczytów, zebranie wszystkich czternastu szczytów ośmiotysięcznych. W trzecim milenium widzimy swoisty „bezsens alpinizmu”. Rozumiem, że jest wiele osób bliskich zdobycia Korony Himalajów i oni chcą skończyć „kolekcję”. Respektuję i rozumiem ich punkt widzenia, bo jest to duża i ważna osobista satysfakcja, ale te „kolekcje” nie dodają nic nowego do wspinania, nie wypisują nowych kart w historii eksploracji. Drugi rodzaj alpinizmu szuka postępu – poprzez przejścia na nowych lub niepowtórzonych liniach, trawersy, łańcuchówki, zimowe, szybkie, solo oraz wzdłuż dziewiczych gór i ścian. Ale gdy realizuje się ten rodzaj alpinizmu, konieczne jest bycie wolnym… Trzeba swobodnie akceptować łatwe porażki, być wolnym od jakiegokolwiek wpływu sponsorów, wolnym w wyborze pomysłu. Nie należy podążać niczym kierdel owiec tymi samymi drogami, które są teraz masowo oblegane…

Denis: Alpinizm jest wolnością. Dlaczego miałbym naciskać kogokolwiek na przyjęcie moich standardów? Każdy niech robi swoje… Rozwój alpinizmu napędzany jest przez oparcie się na zasadach sportowych. Nie jest konieczne godzenie się wspinacza na bycie sportowcem lub robienie reklamy dla własnego stylu. Ale wejście powinno być prowadzone za każdym razem lepiej niż poprzednio – trudniej, szybciej, solo… albo i nawet z dziewczyną :)… Góry najwyższe są przepiękną areną dla realizacji osobistej eksploracji, bo jest wiele czynników przeciw człowiekowi – wewnątrz niego, jak i poza nim… Chciałbym spróbować zrobić nowe, trudne drogi na ośmiotysięcznych szczytach i marzy mi się szybkie wejście na Everest bez tlenu. Może mnie zasponsorujesz?

GÓRY: Wasze wejście wyglądało na „łatwe i przyjemne”. Jaka jest największa różnica dla was pomiędzy zimą, a latem w Himalajach?

Denis: Jedną z największych różnic jest nieustający wiatr, huragan. Twoje ciało i umysł zaczynają być poza kontrolą. To jest jak szok, który nie trwa chwilę, ale godziny. Robiąc ruch, człowiek koncentruje wszystkie myśli i całą siłę. Każdy krok kosztuje wiele energii… Dla przykładu, wraz z Simone szliśmy po skałach, gdy nadeszła fala wiatru powalająca na kolana i uderzająca w nas kamieniami… Aby pokonać coś takiego, potrzebne jest duże doświadczenie i wiele treningu.

Simone: Różnica pomiędzy zimą a latem jest tak duża, że niemożliwe wydaje się jakiekolwiek porównanie… W zimie jesteś kompletnie samotny, bez wody w obozie bazowym, bezustanne zimno i wspomniany wiatr. Nikt nie dzieli twojego wysiłku, nikt oprócz ciebie samego nie może torować, zakładać poręczówek, czekać i tak dalej. Wielicki powiedział: „Zimowe wspinanie jest loterią z 10 – 15% szansą na sukces”. Na Makalu wraz z Denisem byliśmy niezwykle zmotywowani, mocni, szybcy, wojowniczy. Byłem przekonany od początku o sukcesie. Zimno i wiatr były potworne, ale również ja z Denisem byliśmy „potworni” w walce z żywiołami. Zdecydowaliśmy się iść bez naszych Szerpów, bez tlenu, bez wsparcia dużej grupy, demonstrując w ten sposób, że również pierwsze zimowe wejście może być zrobione w „nowym” stylu – szybko, czysto i lekko. Czas na zmianę także w stylu wspinania w zimie. Myślę, że sekretem naszego sukcesu był zespół…

Ciąg dalszy wywiadu w GÓRACH, nr 3 (178) marzec 2009

Reklamy
Posted in: Góry, WywiadyMożliwość komentowania PIERWSI ZIMĄ NA MAKALU – wywiad z S. Moro i D. Urubko została wyłączona